Dla mnie z dzieciństwa :)

Będąc dzieckiem zachwycałam się sztukami walk – obejrzałam po kilka razy wszystkie części Karate Kid z Patem Morita (nie jest to zbyt wielki wyczyn, jak ma się tylko dwa kanały, na których wciąż lecą powtórki 😀 ). Z racji, że mój tata starał się jak najczęściej ćwiczyć, z bratem próbowaliśmy go naśladować. Wszystko co tata nam pokazywał było dla mnie imponujące, ale medytacje ciągnęły się zbyt długo (5 minut stawało się wiecznością – czasem wiele oddałabym za te minuty kompletnej ciszy 🙂 ). Książki do kung-fu były największą świętością, dlatego mięliśmy absolutny zakaz ich dotykania (podobnie było z dotykaniem gitary elektryczne, ale wiadomo, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal). Dlatego gdy rodzice wychodzili, my potajemnie, w największej konspiracji, przeglądaliśmy bogato ilustrowaną książkę, marząc, że kiedyś będziemy tak się poruszać 🙂 Po przeglądnięciu, staraliśmy się odłożyć książki tak jak były, zacierając przy tym ślady (tu włączała się dziecięca paranoja: gdy tata wracał, zawsze bacznie go obserwowaliśmy czy zauważył, że dotykaliśmy tego, co było zabronione 😉 ).  Tym bardziej cieszy mnie zainteresowanie Starszego – karate. Oczywiście strój wymaga odpowiedniego miejsca do przechowywania. A że dziś największym mistrzem jest Po, to on trafił na worek Starszego 🙂 Małpki zostały wybrane ze względu na wyjątkową ruchliwość 🙂

DSCN6457

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *